Recenzje

„Coco”: Kino, że w głowie się nie mieści!

Zapomnijcie o Desperado, Zorro czy Mariachim. W panteonie latynoskich bohaterów pojawił się Mały Miguel, który zdewastuje zrogowaciałe skorupy waszych serc, docierając do dziecka w środku największego twardziela.

Był sobie chłopiec z gitarą, psem i rodziną (w takiej gradacji ważności), która ukochany instrument dziecka najchętniej wrzuciłaby do pieca. Zapytacie: dlaczego? Przecież rozmuzykowane meksykańskie ulice tętnią życiem, mienią się kolorowym blaskiem latynoskiej kultury, wciągają w wir wpadających w ucho melodii – wydobywających się z pudeł rezonansowych, gardeł i trąb rozmaitego kalibru i autoramentu. Jednak muzyka nie ma wstępu w rodzinne progi: jak głosi legenda, która brunatnym cieniem kładzie się na życiu chłopca, jego prapradziadek dla muzyki właśnie zdradził rodzinę. Łaknąc estradowego splendoru i blichtru gwiazdorstwa, zaś nad ognisko domowe przedkładając światła rampy, wyszedł z domu – i nie wrócił.



Familia, przepracowawszy traumę rozstania, oddała się obuwnictwu – w małym Miguelu upatrując naturalnego spadkobiercę rzemieślniczych tradycji. Jej nieugiętą strażniczką jest Abuelita, matrona jak się patrzy, pozbawiona złudzeń i poczucia humoru babcia Miguela: szybka jak kobra, ostra jak tequilla, zdecydowana jak Tommy Lee Jones w „Ściganym”. Wydaje się, że chłopcu nigdy nie uda się wyjść spod tej słodko-bolesnej rodzinnej opresji. Jednak ku wielkości pchnie go pasja i marzenia. A żeby tę wielkość osiągnąć, będzie musiał przebyć niezwykłą podróż – w tę i z powrotem. Do świata umarłych. Tam dowie się, że jest coś gorszego od śmierci: gdy najbliżsi w świecie żywych o nas zapominają, dosłownie rozpływamy się w powietrzu.

Tak, jest to film dla dzieci. Ale być może działa bardziej na dorosłych. Nie blefujmy: Pixar i Disney znów tego dokonali. Wzięli egzotyczną opowieść spoza kręgu europejskich doświadczeń, osadzili ją w uniwersalnym kontekście wartości, dodali szczyptę muzyki, doskonały scenariusz, zagrali marsza na strunach emocji i pozostawili nas bezbronnymi w obliczu takiej ilości wzruszeń, śmiechu, refleksji, że w głowie się nie mieści! Ale żeby była jasność: to nie jest produkt według dobrej recepty, to nie jest film obliczony na zużywanie sterty chusteczek. Na kanwie poruszającej historii, posługując się perfekcyjną, drobiazgową i oryginalną animacją, opowiedziano nam o buncie, który nie wyklucza szacunku do tradycji i indywidualizmie nie depczącym wartości wspólnotowych. Przy czym głębsza refleksja nie unieważnia ogromnej przyjemności odbioru: film piętrzy emocje i jednocześnie z nich oczyszcza – dając pierwszej jakości katharsis.

„Coco” jest z tej samej jakościowo półki co „W głowie się nie mieści” czy „Zwierzogród”. Zanim w dalekiej przyszłości ktokolwiek zapomni o Disneyu i Pixarze, to właśnie te filmy, niczym zdjęcia bliskich postawione na grobie podczas Dia de Muertos, będą wiekuiście sankcjonować tożsamość wytwórni: arcydzieła niebojące się ambitnej refleksji intelektualnej, fascynujące zarazem i urzekające historią i warstwą estetyczną – zabierają nas każdorazowo w niezapomniane podróże, jakich dotąd nie doświadczaliśmy.

Coco

Animowany Familijny Przygodowy Od lat: b.o. 127 min

Więcej o filmie ZAREZERWUJ/KUP BILET

Kraina lodu 2

Animowany Familijny Przygodowy

Więcej o filmie

2901 osób chce zobaczyć

Komentarze

Dodaj swój komentarz do „Coco”: Kino, że w głowie się nie mieści!

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.