Recenzje

„Ciemno, prawie noc” [RECENZJA]

Strzeż się kotojadów

Był czarny, czarny las, w którym zdarzyły się przerażające rzeczy. Był czarny, czarny dom, gdzie stało się coś okropnego. Była czarna, czarna trumna, w której skrył się biały, biały trup. I była też powieść Joanny Bator, „Ciemno, prawie noc”, za którą autorka w 2013 roku otrzymała nagrodę literacką Nike. Mówiono, że jest to książka nie do sfilmowania – za dużo wątków, za dużo dziwactw. Wyzwanie zaakceptowali Magda i Borys Lankoszowie, a efekty możemy oglądać na kinowym ekranie.

„Ziarno prawdy” było ekranizacją prozy Miłoszewskiego, ale przy okazji „Ciemno, prawie noc” Lankosz zdecydował się na adaptację. Dzięki kilku zmianom i eliminacji części wątków dzieło Bator otrzymało drugie życie. Trzon historii jest ten sam: reporterka Alicja Tabor po latach nieobecności przyjeżdża do rodzinnego Wałbrzycha, by napisać tekst o zagadkowych zaginięciach dzieci. Atmosfera szybko robi się bardzo gęsta – dziwne postacie stojące pod oknem w środku nocy, tajemnicza kociara bredząca od rzeczy, ludowe legendy przenikające do rzeczywistości. Alicja wpada na trop niepokojących zdarzeń, ale odkrywa też fakty związane z własną mroczną przeszłością.

Czy to Wałbrzych, czy już Twin Peaks? „Ciemno, prawie noc” jest baśnią dla dorosłych zanurzoną w onirycznym klimacie. Jak sen na jawie, w którym czas płynie inaczej, kolory są wyblakłe, a na pobudkę nie ma szans. Kino grozy łączy się tu z kryminałem i dramatem psychologicznym. Lankosz swobodnie lawiruje między planami czasowymi – wielokrotnie na dłuższy czas przenosimy się w przeszłość, by poznać losy postaci przepytywanych przez Alicję. Reżyser nie szczędzi nam szokujących wątków  i prezentuje film niebywale mocny, bezkompromisowy w ukazywaniu czystego zła, które człowiek może wyrządzić drugiemu człowiekowi. Jednocześnie nie ma tutaj niepotrzebnego epatowania przemocą. Czasami najbardziej przeraża to, co dzieje się poza kadrem.

Zdjęcia Marcina Koszałki są genialne i windują całość na jeszcze wyższy poziom – ale czym byłby film bez zamieszkujących go postaci? Przed kamerą Lankosz zgromadził aktorską śmietankę i każdy, absolutnie każdy spisał się na medal. Cielecka i Dorociński grający pierwsze skrzypce to mieszanka wybuchowa, idealna proporcja braku zaufania i fascynacji. Na drugim planie wybitny Trela, wspaniali Buzek, Bohosiewicz, Kolak, Fronczewski. Ogrodnik niczym kameleon w treściwym epizodzie, Konieczna w genialnej roli nie do poznania, Rycembel w histerycznie dobrej kreacji. No i nie zapominajmy o dzieciakach. W powieści i filmie najmłodsi są ofiarą, ale według słów samego reżysera młodzi aktorzy na planie bawili się świetnie. Efekty widać na ekranie. Naturalna, nieskrępowana gra nieletnich to perełka tej produkcji.

„Ciemno, prawie noc” nie jest filmem dla wszystkich. Niektórych widzów może przerazić fabuła w głównej mierze zlepiona z wypełnionych przemocą opowieści. Ale wymowa filmu jest jasna – kotojadom i ich nikczemnym uczynkom należy się przeciwstawić. Jakim znowu kotojadom?, zapytacie. Spokojnie, dowiecie się wszystkiego podczas seansu. Jeszcze nie jest za późno, by przerwać krąg zła - musicie tylko wybrać się do kina na „Ciemno, prawie noc”.

Ocena: 9/10

Przerażony, ale i zafascynowany był
Piotr Olczyk

Ciemno, prawie noc

Ciemno, prawie noc

Thriller Kryminał Od lat: 15 114 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do „Ciemno, prawie noc” [RECENZJA]

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.