Recenzje

Bumblebee [RECENZJA]

Stalowy gigant powraca.

Mniej rozwałki, a więcej serca i humoru – to najlepsze, co mogło przydarzyć się serii „Transformers”. „Bumblebee” jest nostalgiczną wycieczką w znajome rejony kinematografii. Owszem, byliśmy już na tym szlaku wielokrotnie, ale ten spacerek wciąż sprawia nam przyjemność.

Napiszę wprost – nie mam pojęcia, o co chodzi z tymi wszystkimi robotami. Serial animowany o Transformersach oglądałem sporadycznie, zabawek nie posiadałem. Późniejsze filmy sygnowane nazwiskiem Michaela Baya nie przypadły mi do gustu. Zdecydowanie za dużo było w nich eksplozji i nawalanki, a za mało sensu. Tym bardziej zaskoczył mnie fakt, jak miło było usiąść za kierownicą niepozornego żółciutkiego garbusa i wybrać się na małą wielką przygodę w stylu lat 80., z walizką wypchaną nostalgią rodem z kina Stevena Spielberga. Oto właśnie „Bumblebee”!

Całość zaczyna się od mocnego uderzenia. Na planecie Transformersów trwa wielka wojna. Nikczemne roboty Deceptikony dziesiątkują szlachetne roboty Autoboty. Optimus Prime, lider „tych dobrych”, w akcie desperacji wysyła swojego zaufanego podopiecznego B-127 na Ziemię z rozkazem założenia tam nowej bazy operacyjnej. W ślad za młodym robotem rusza dwójka Deceptikonów… Proste, prawda? Nawet taki laik jak ja nie miał problemu ze zrozumieniem, o co tak właściwie tutaj chodzi. Początek w pierwszej chwili mnie przytłoczył, ale akcja zawiązuje się bardzo czytelnie, a robocia naparzanka na lasery i metalowe piąchy wciąga. Sekwencja otwierająca film przypomina bardziej to, co znamy z kreskówki, niż wybuchowe popisy Baya. A później jest już tylko lepiej.

Główną osią filmu nie jest bowiem konflikt Autobotów z Deceptikonami. Pamiętacie „Stalowego giganta”? „Bumblebee” to właśnie taka trochę wariacja na temat przyjaźni człowieka z robotem. Nastolatka Charlie (Hailee Steinfeld trochę urosła od czasów „Prawdziwego męstwa”) nie może pogodzić się ze śmiercią ojca, z nowym facetem mamy, z wrednym młodszym bratem, z uwłaczającą pracą i w ogóle z całym światem. Dopiero spotkanie z B-127 wnosi trochę radości do jej życia. Sympatyczny robot dostaje od Charlie imię – Bumblebee i szybko staje się jej najlepszym przyjacielem. Sceny ich wzajemnego docierania się emanują przyjemnym ciepłem i sprawiają, że „Bumblebee” świetnie spełnia się także jako kino familijne. Nastolatka kontra cały świat, nieziemski kumpel, problemy w domu – wypisz, wymaluj dzieło wczesnego Spielberga. Dodajcie do tego ścieżkę dźwiękową zanurzoną w latach 80. (The Smiths! Simple Minds! TEARS FOR FEARS!!!) i proszę, niesamowicie nostalgiczna atmosfera tworzy się sama. Tak, wiem – teraz „ejtisy” są modne i wszystko, od „Stranger Things” po „To” dostaje dodatkową gwiazdkę za sam klimat, ale co zrobić, skoro ta cała otoczka minionego wieku po prostu działa? W „Bumblebee” dzieje się to samo. Próżno szukać tutaj innowacji, to po prostu solidnie naoliwiona maszyna (która przy okazji może zmienić się w uroczego garbuska).

„Bumblebee” to bardzo pozytywne zaskoczenie i zupełnie nowego podejścia do tematu wielkich robotów zamieniających się w samochody, odrzutowce, czołgi i tak dalej. Obyśmy byli świadkami początku nowej ery w historii kinowych Transformersów. Po stokroć wolę oglądać to, jak Bumblebee obrzuca jajkami samochód nielubianej koleżanki, niż n-te zniszczenie Chicago.

Ocena: 7,5/10

W maszynę do pisania nie zmienił się jeszcze
Piotr Olczyk

Bumblebee

Bumblebee

Akcja Familijny Science-Fiction Od lat: 12 114 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do Bumblebee [RECENZJA]

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Tcharekh

Tcharekh

02.01.2019, 15:41:10

Na film się wybieram, bez względu jakie by otrzymał recenzje. Do Piotra Olczyka: przed kolejną recenzją dot. Transformers dowiedz się o nich czegokolwiek, bo to niesamowicie ciekawe uniwersum, zwłaszcza w wydaniu komiksowym. Polecam! A z mniej przyjemnych rzeczy: warto odróżniać liczbę mnogą od pojedynczej, bo fana TF to mierzi szczególnie (nie mówi się o TransformerSach, tylko o Transformerach!)...