Recenzje

Boska Florence: Nie-Boska komedia

Historia Florence Jenkins, natchnionej animatorki życia kulturalnego i samozwańczej artystki to wymarzone tworzywo dla Meryl Streep. Aktorka, która zagrała już niemal wszystko, zachwyca. Jednak nie to jest największym atutem filmu.

Jenkins, córka bogatego prawnika i dziedziczka fortuny, była nie tylko zasłużoną dla nowojorskiej kultury donatorką i mecenaską artystów. Swoją hojność do dzielenia się ze światem własnym kapitałem przełożyła też na materię wątpliwej jakości talentu wokalnego. A ponieważ dobremu mieszczaninowi trudno jest brać nie dając niczego w zamian, nowojorscy artyści i urzędnicy, korzystający z fortuny Jenkins jak z wodopoju, z wprawą klakierów znosili próbki talentu swej opiekunki budując wokół niej twierdzę fałszu i hipokryzji.


Steven Frears z wprawą najlepszego dyrygenta operuje skrajnymi nastrojami filmu. W lekki ton zabawnej opowieści o niedopasowanej bohaterce wplata nuty melancholii, a nawet tragizmu. Narastające napięcie sytuacji zaryglowania w świecie pozbawionym krzty prawdy prowadzi do coraz bardziej piramidalnych kuriozów, zaś widz obserwuje to z mieszaniną rozbawienia i zażenowania. Niekłamany podziw dla pasji Florence idzie pod rękę z nieopanowaną szyderą – doprawdy, trudno się przed nią bronić, gdy w grę wchodzi tak bezpardonowe gwałcenie ludzkich uszu!   

 
„Boska Florence” to wprawdzie popis aktorstwa najwyższej próby, ale jednocześnie w materii swej koncertowości wyjątkowo nieznośny dla ucha (jeśli ktoś chciałby posłuchać, jak Jenkins masakruje Mozarta, sieć przyjdzie z pomocą). Gdy złożymy to ze znanymi, choć być może ubarwionymi anegdotą, faktami, że reżyserzy nie ośmielają się reżyserować gry Meryl Streep, bo aktorka robi to sama – uświadomimy sobie, że pobrzmiewa tu subtelny akord autoironiczny. Za to duży plus dla Największej-Aktorki-Świata.


Ale nie to jest w filmie najważniejsze. Florence to też błyskotliwy i poruszający dramat o miłości wielkiej, niespełnionej i tragicznej. Zaś jej bohaterem wbrew pozorom nie jest główna bohaterka. To  jej mąż, w którego pełną paletę uczuć tchnął genialny w tej roli Hugh Grant, wyrasta na głównego nosiciela dramaturgicznego ciężaru. Brytyjski aktor,  mimo siatki zmarszczek i siwizny (dawnośmy go nie widzieli!), nie kreuje tu roli podstarzałego amanta, co początkowo sugeruje reżyser. Grant mistrzowsko ogrywa wszystkie niuanse dojrzałego godzenia się z wewnętrznym rozdarciem: pomiędzy szczerą miłością do dwóch kobiet, pomiędzy buntem a akceptacją postradanych nadziei artysty, pomiędzy poczuciem winy a autentycznym poświęceniem oraz wiarą w sztukę i jej zdolność zmieniania ludzi na lepsze.    

Boska Florence

Boska Florence

Komedia Biograficzny Od lat: 15 111 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do Boska Florence: Nie-Boska komedia

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.