Recenzje

"Aquaman" [RECENZJA]

O Arturze, co gada z rybami.

Świat stanął na głowie. Oto post-Thanosowe Kinowe Uniwersum Marvela jaw się jako to ponure i poważne, zaś wodna produkcja ze stajni DC jest przepełniona humorem i ferią barw. Odstawcie trójzęby, „Aquaman” przypływa do naszych kin na luzie i proponuje zabawę z rozmachem, jakiego dawno nie widzieliście.

W „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości” widzieliśmy tylko króciutkie wideo z udziałem Aquamana, ale już w „Lidze sprawiedliwości” Arthur Curry pokazał, na co go stać.  Przy pomocy Batmana, Supermana, Wonder Woman, Flasha i Cyborga pokonał złowrogiego Steppenwolfa i postanowił nie uciekać od swojego przeznaczenia – pełnienia władzy w mitycznej Atlantydzie. To punkt wyjścia dla „Aquamana”, najnowszej premiery DC i jednocześnie najlepszej – obok „Wonder Woman” –  produkcji tego studia.

Przez lata postać Aquamana była traktowania z pewną dozą lekceważenia. „Koleś, który gada z rybami” został stworzony ponad pół wieku temu jako kopia Namora, księcia Atlantydy z komiksów Marvela. Jednakże Namor nie pojawił się dotąd w filmach MCU, a przecież był jedną z najważniejszych postaci Domu Pomysłów. DC postanowiło odczarować wizerunek Króla Siedmiu Mórz, w zeszytach przedstawianego jako mężczyzna dość nadęty i pyszałkowaty. I tak narodził się Aquaman w interpteacji Jasona Momoy – luzacki superfacet lubiący się napić i przy okazji czasem kogoś uratować, ale jednocześnie dość uparcie wstydzący się swojego atlantyckiego dziedzictwa. Aż do teraz.

Powiem wprost – szanuję odwagę twórców, którzy nie boją się zasilić swojego dzieła odrobiną pewności siebie i szaleństwa. Pamiętacie „Mad Max: Na drodze gniewu” i szalonego gitarzystę-piromana? W „Aquamanie” występuje ośmiornica, która gra na perkusji. Jeśli jesteście w stanie to zaakceptować, to powinniście wyjść z seansu zadowoleni. James Wan postawił na nieco groteskowy wydźwięk opowieści i niech mnie rekin pożre, jeśli nie wyszło to filmowi na dobre. Owszem, dostajemy tutaj poważną, wręcz szekspirowską opowieść o pragnieniu władzy, apokaliptyczną perspektywę wojny totalnej i tragiczną historię rozbitej rodziny. Ale mamy też pełen kolorów i przepychu magiczny podwodny świat, ogromne monstra, wielkie armie ścierające się w bitwie rodem z „Władcy pierścieni” oraz parodystyczne wstawki momentalnie przypominające nam, że to tylko kinowe widowisko, a my przede wszystkim mamy dobrze się bawić. Wisienką na torcie jest sekwencja rodem z morskiego horroru. James Wan odpowiedzialny jest przecież za serię „Obecność”, więc – hmm – obecność lalki Annabelle oraz obrazków rodem z koszmarów Lovecrafta nie powinny nikogo dziwić.

Po „Aquamanie” daję studiu DC kredyt zaufania. Mniej widoczny jest tutaj wpływ studia, które tak bardzo zawiodło fanów w przypadku rozebranej na części i niedbale złożonej z powrotem „Ligi sprawiedliwości”. Więcej autorskiego podejścia, kreatywności, szaleństwa i dobrej zabawy. Iron Man był w marvelowskiej „drugiej lidze”, a teraz jest to czołowa postać MCU. Czy z Aquamanem będzie podobnie? Popływamy, zobaczymy!

Ocena: 8/10

Kontynuacji doczekać nie może się
Piotr Olczyk


Aquaman

Aquaman

Akcja Familijny Science-Fiction Od lat: 12 143 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do "Aquaman" [RECENZJA]

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Anna

Anna

30.12.2018, 00:48:21

Dla mnie fajna film, przesłanie jest takie że planeta umrze przez nas bo ja zaśmiecamy. Byłam z dzieckiem 9 lat i jej też się podobał.