Newsy

„Anna Karenina”: Dało się rozruszać parowóz

Anglicy tchnęli nowego ducha w historię Tołstoja. Joe Wright wybrał drogę filmowej ascezy. Efekt jest świetny.

Tekst rosyjskiego mistrza pióra pachnie już mocno naftaliną. W XXI wieku, erze światłowodów i pędzących po 300 kilometrów pociągów, fabuła osadzonej w 1874 roku historii toczy się w ślimaczym tempie parowozu. Joe Wright, urodzony w Londynie autor "Pokuty" oraz "Dumy i uprzedzenia", postanowił więc rozruszać kilkusetstronicowe dzieło.


Otwierająca film scena zdradza kluczowy koncept - oglądamy unoszącą się kurtynę teatru. Przed nami tylko scena, nie widać publiczności. To my jesteśmy widownią kino-teatralnego spektaklu, który rozgrywa się na ekranie. Chwilę później oglądamy pełną rozmachu sekwencję wprowadzającą, w której mieszają się trzy rzeczywistości - filmowa, teatralna i literacka. Przypomina się mistrzowski film Aleksandra Sokurowa "Rosyjska arka", uchwycony w jednym ujęciu obraz z życia carskiej socjety. Reżyser "Anny Kareniny" prowadzi wielopiętrową zabawę, w której bohaterowie podróżują między deskami sceny, planem filmowym a wyimaginowanym miejscem, zaczerpniętym z wyobraźni Tołstoja.


Wright stara się, byśmy nie zapomnieli o teatralności obrazu. Jeśli pokazuje ujęcie plenerowe, krajobraz okazuje się często namalowaną scenografią. Jeśli uczestniczymy w scenie rozgrywającej się na dworcu, pociąg przypomina wielką makietę. A wyścig konny, jedna z najbardziej elektryzujących sekwencji filmu, wygląda, jakby został wyrwany wprost ze storyboardu.


Ten zabieg podkreśla umowność opowiadanej historii. Bierze ją w rodzaj wizualnego cudzysłowu, który sprawia, że czujemy się, jakbyśmy trafili za teatralne kulisy. Wright nie zatapia się bezgranicznie w archaicznej historii, lecz ekranizuje ją z całą świadomością formy.


Kręcąc "Annę Kareninę" można się było zatopić się w gargantuicznym przepychu carskiej Rosji. Wright wybrał jednak drogę filmowej ascezy. Oczywiście znajdziemy tu misterne kostiumy czy wypełnione przepychem wnętrza, choćby w efektownej scenie tańca, ale te ornamenty ustawiono na drugim planie. Na pierwszym oglądamy to, co w kinie najbardziej istotne - emocje bohaterów.


Nic nie przesłania dramatu kobiety, która porzuciła pozytywistyczną stabilizację w imię romantycznego uniesienia, ze wszystkimi tego najgorszymi następstwami. Kreująca główną rolę Keira Knightley potrafi wygrać sceny, o których powodzeniu decyduje detal, mrugnięcie okiem czy grymas. Ciekawie też sfilmowano gwiazdę angielskiego kina. Zdjęcia nie eksponują jej urody, a wprost przeciwnie. Podobnie jest z odtwórcą roli Aleksieja Karenina. Jude Law nie ma tu w sobie nic z super męskiego gwiazdora. Emanuje rozdarciem, słabością, skrywanym przed otoczeniem dramatyzmem.


Joe Wright okazuje zrozumienie dla bohaterów Tołstoja. Żadne z nich nie ogniskuje złych emocji. Krytyka zostaje wymierzona raczej w konwenanse rządzące postępowaniami socjety, trochę niczym w niedawnym "Kochanku królowej" Nikolaja Arcela. Surowe obyczaje, wykluczające ze społeczności kobietę pragnącą rozwodu, okazują się kołem zamachowym dramatu. Jedna z bohaterek, patrząc na Annę Kareninę, mówi: "ona nie popełniła zbrodni przeciwko prawu, lecz przeciwko zasadom". Te właśnie zasady, reglamentujące XIX-wieczne życie, okazują się przyczyną tragedii. Kryją się za nimi ludzie w szynelach i z długimi nosami, pogardzający emocjami, wpisani w schematy wzajemnych umizgów. Wright zdaje się sugerować, że choć czasy caratu upadły dawno temu, ta sprawa pozostaje aktualna do dziś. Zmieniły się czasy, ale czy zmienił się dyskretny urok burżuazji?


Anglicy tchnęli nowego ducha w historię Tołstoja. "Anna Karenina" porusza, choć dobrze znamy finał historii, a czasy, o których opowiada, zniknęły - w tym kontekście na szczęście - pod grubą warstwą historycznego kurzu.


Rafał Stanowski

Recenzja ze Stopklatki

Obrazek - Stopklatka-WIECEJ_30.png

Pokuta

Pokuta

130 min

Więcej o filmie
Anna Karenina

Anna Karenina

Dramat Od lat: 15 130 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do „Anna Karenina”: Dało się rozruszać parowóz

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

AK

AK

01.12.2012, 19:06:26

Naftaliną to daje raczej autor tej żenującej recenzji.Miernota śmie wyoowiadać się na temat jednego z najwybitniejszych światowych dzieł literatury-hm,jak to miernota...

Ily

Ily

25.11.2012, 21:52:42

Wright miał fajny pomysł na film i dobrze go wykonał. Ja nie żałuję czasu ani pieniędzy. Film jest wart uwagi :)

meeeee czy ja to ja

meeeee czy ja to ja

24.11.2012, 21:01:52

Keira była rewelacyjna to świetna aktorka, która pasuje idealnie do rol kostiumowych a film fajny

bazylekk

bazylekk

24.11.2012, 20:00:44

Pan Wright z nieznanych powodów darzy Keirę dużą sympatią, skoro notorycznie obsadza ją w rolach, do których w ogóle nie pasuje.