Recenzje

„Alita: Battle Angel” [RECENZJA]

Oczy szeroko otwarte.

Uwielbiam takie kinowe zaskoczenia! „Alita: Battle Angel” to filmowa gratka dla wszystkich wielbicieli widowiskowego science-fiction. Pośród kontynuacji, spin-offów, remaków i rebootów otrzymujemy coś nowego z niezwykle charyzmatyczną bohaterką. Chcę więcej!

Uśmiechnąć się można już na samym początku, gdy 20th Century Fox zostaje nieoczekiwanie zamienione na… 26th Century Fox. I faktycznie przenosimy się do XXVI wieku, który wita nas z całym apokaliptyczno-cyberpunkowym bagażem. Ziemia jest więc zniszczona do cna, a ocalała ludzkość gnieździ się w wielokulturowych slumsach, nad którymi góruje podniebne miasto - niedostępny obiekt pożądania. Bioniczne wszczepy, roboty i cyborgi spacerujące po ulicach nie robią już na nikim wrażenia. Zmienia się to z chwilą, gdy dr Dyson Ido przywraca do życia Alitę. Ultrazwinna i superwaleczna cyber-dziewczyna cierpi na amnezję i nie ma pojęcia, dlaczego zwraca na siebie uwagę wszelkiej maści niegodziwców.

Nie tylko szemrane typy, ale i widzowie mogą mieć trudność z oderwaniem oczu od Ality. Na planie w główną bohaterkę wcieliła się Rosa Salazar, a później spece od efektów specjalnych wykorzystali jej pracę do stworzenia niesamowicie realistycznej i obcej zarazem postaci wykreowanej w całości w komputerze. Wpisuje się to idealnie w założenia filmu: Alita jest cyborgiem – istotą obdarzoną ludzkim umysłem zamkniętym w ciele robota. Nienaturalnie duże oczy i urocza aparycja to ukłon w stronę tekstu źródłowego. Manga „Battle Angel Alita” liczy 9 tomów, doczekała się także opowieści pobocznych, anime i gier komputerowych. O przeniesieniu całości na wielki ekran od dekad marzył James Cameron i finalnie dopiął swego. Sam zajął się wyprodukowaniem filmu, zaś reżyserię powierzył Robertowi Rodriguezowi. Reżyser „Desperado” dostał ogromny budżet, największy w swojej karierze i nie zmarnował ani centa. „Alita: Battle Angel” to niezwykle efektowny film, dosłownie i w przenośni. Postapokaliptyczną rzeczywistość stworzono tu niemal od zera, wśród przechodniów trudno wyhaczyć kogoś, kto NIE ma cybernetycznego szczepu. Akcja pędzi na złamanie karku, trójwymiarowe gonitwy przez miasto zapierają dech w piersiach, ale nigdy nie przestajemy wierzyć w realność tego świata.

Ogromnym zaskoczeniem był dla mnie ton opowieści. Spodziewałem się prostego science-fiction dla nastolatków, dostałem intensywne, futurystyczne kino akcji. Cameron i Rodriguez nie epatują przemocą, trzymają produkcję w ryzach kina dla każdego widza. Miejscami jednak udaje im się przemycić niezwykle widowiskowe i brutalne ujęcia pełne wyrywanych kończyn i przepoławianych torsów. Drzemiący we mnie miłośnik kinowej makabry czuł się bardzo usatysfakcjonowany podczas seansu. Ale spokojnie, naparzają się tutaj głównie cyborgi o błękitnej krwi - dla nich utrata ręki czy nogi jest tylko irytującym drobiazgiem. Najmilszą niespodziankę twórcy sprawili mi wprowadzając na ekran wątek efektownego i bardzo niebezpiecznego sportu przyszłości – Motorballa. Wyobraźcie sobie wariację na temat wrotkarstwa połączonego z piłką ręczną, dodajcie do tego możliwość eliminowania członków drużyny przeciwnej i proszę – futurystyczna rozrywka jak się patrzy! Całość przywołuje na myśl nowoczesną wersję zmagań przedstawionych w stareńkim „Rollerballu”, mocno niedocenianym filmie z Jamesem Caanem w roli głównej. Z chęcią obejrzałbym film z uniwersum „Ality” w całości poświęcony Motorballowi. Wszak sport to zdrowie!

„Alita: Battle Angel” zaspokoi apetyt fanów cyberpunka, miłośników mangi i wszystkich, którzy mają ochotę na porządne widowisko science-fiction. Film oszałamia świetnymi efektami i choć fabuła raczej nikogo nie zaskoczy, to z pewnością rozbudzi apetyt na więcej. Coś mi mówi, że waleczna Alita nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

Ocena: 8/10
Motorballa oglądałby
Piotr Olczyk

Alita: Battle Angel

Alita: Battle Angel

Akcja Science-Fiction Od lat: 12 122 min

Więcej o filmie
Komentarze

Dodaj swój komentarz do „Alita: Battle Angel” [RECENZJA]

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.