Newsy

CGI, czyli "efekty"! | Cyfrowa kinowa magia

Jak oni to zrobili?!

Nie ma współczesnego kina bez komputerowych efektów specjalnych. Nieważne czy chodzi o kolejne komiksowe widowisko, czy najnowszy dramat Martina Scorsese - CGI (computer-generated imagery) jest wszędzie, a im mniej go dostrzegamy, tym lepszą robotę wykonali magicy od kreowania wirtualnych cudeniek. Czasem łatwo wpaść w pułapkę przesady: boleśnie przekonał się o tym Tom Hooper, którego "Koty" stały się niezamierzonym horrorem prezentując widzom dziwaczne hybrydy ludzi i czworonogów. Ale gdy proporcje są zachowane, to dostajemy takie cudeńka, jak pełna przepychu finałowa bitwa z "Avengers: Koniec gry" albo delikatne, oszczędne efekty z oscarowego "Ex Machina". Prześledźmy pokrótce historię CGI w kinie i poszukajmy kamieni milowych w dziedzinie komputerowych efektów specjalnych.

CGI było obecne w kinie od mniej więcej początku lat 80. Prawdziwym przełomem była scena z wyprodukowanego przez Stevena Spielberga filmu "Piramida strachu" (1985), w którym witraż dosłownie ożywał na oczach widza. Czegoś takiego w kinie wcześniej nie oglądaliśmy, a efekt robi wrażenie do dziś. Zwróćcie uwagę na grę świateł i przywiązanie do szczegółów, jakiego często próżno szukać we współczesnych produkcjach. Była to jedna z pierwszych prac najsłynniejszej obecnie wytwórni efektów specjalnych Industrial Light and Magic. 

Spielberg poszedł za ciosem i w wyreżyserowanym przez siebie widowisku "Indiana Jones i ostatnia krucjata" (1989) znów zaproponował nowatorskie rozwiązanie. W finale główny łotr dostaje za swoje i w ramach kary zostaje momentalnie postarzony. Spielberg wymarzył sobie pokazanie to widzom w jednym ciągu, więc specjaliści z ILM w pocie czoła przygotowali pierwsze ujęcie w historii kina w pełni wykorzystujące zaawansowany cyfrowy morphing. Wyszło świetnie!

"Szklana pułapka 2" (1990) to nie tylko więcej niż w "jedynce" akcji, strzelanin, trupów i zabawnych odzywek Johna McClane'a, ale także rzecz jasna cała masa wybuchów. Jedna ze scen była przełomowa, bowiem po raz pierwszy przeniesiono do komputera ręcznie namalowane tło i dodano do niego całą masę cyfrowo wygenerowanych obrazów. Tak powstał kultowy moment, gdy McClane katapultuje się z eksplodującego samolotu. Jupikajej!

James Cameron od zawsze był miłośnikiem przekraczania kolejnych granic w kreowaniu fantastycznych kinowych światów. Zanim jednak stworzył pełnego przepychu "Avatara" i dzięki komputerom odbudował niesławny transatlantyk w "Titanicu", to zaczynał od nieco mniejszej skali. Już w podwodnym thrillerze "Głębia" pokazał zdumionym widzom niezwykłą istotę stworzoną z wody, ale prawdziwą rewolucją były efekty w kultowym "Terminatorze 2: Dniu sądu". Wygenerowany cyfrowo zmiennokształtny T-1000 robił ogromne wrażenie.

"Ze śmiercią jej do twarzy" po raz pierwszy pokazało zrealizowaną cyfrowo ludzką skórę, a "Kosiarz umysłów" przeniósł ruchy aktora na komputerową postać, ale prawdziwa rewolucja przyszła wraz z premierą kultowego widowiska "Park jurajski" (1993). Po raz pierwszy pokazano na ekranie realistyczne zwierzęta w całości stworzone w komputerze. Magicy z ILM przeszli samych siebie tworząc obrazy, które bronią się do dziś. Spójrzcie sami na scenę, w której Tyranozaur dosłownie wkracza do akcji. Żadnego fałszu, czysta kinowa magia. 

"Maska" (1994) to komediowe kino akcji, w którym po raz pierwszy nałożono na żywego aktora tak różnorodne efekty specjalne. Gdy grany przez Jima Carrey'a Stanley Ipkiss nakłada tajemniczą maskę, ten zmienia się w przebojowego, zielonogłowego urwipołcia. Przemiana wciąż wygląda świetnie z efektami rodem z animacji Teksa Avery'ego!

"Żołnierze z kosmosu" (1997) to nie tylko świetne satyryczne (!) kino wojenne science-fiction, ale także kolejny przełomowy moment dla efektów specjalnych - w filmie pokazano walkę między ludzkimi żołnierzami i całą armią wygenerowanych cyfrowo gwiezdnych robali. Krwawa to była walka, więc co delikatniejsi niech oglądają poniższego fragmentu. Ale trzeba przyznać, że efekty bronią się do dziś i wciąż robią ogromne wrażenie.

W widowisku "Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia" z 2001 roku Gollum pojawił się tylko na chwilę, ale w "Dwóch wieżach" i "Powrocie króla" był już pełnoprawną postacią. Został w całości stworzony dzięki CGI na podstawie wspaniałej gry Andy'ego Serkisa. W lata 2000 weszliśmy z bagażem doświadczeń, a CGI powoli stało się stałym elementem wielu widowisk oraz, co ciekawe, także kameralnych dramatów.

Jakie są wasze ulubione sceny filmowe pełne efektów specjalnych? Dajcie nam znać w komentarzach! Do zobaczenia w Multikinie!

Komentarze

Dodaj swój komentarz do CGI, czyli "efekty"! | Cyfrowa kinowa magia

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.