Zamknij
Przełęcz ocalonych
Premiera
4 lis 2016
Czas trwania
139 minut
Produkcja
Australia, USA, 2016
Reżyseria
Mel Gibson
Obsada
Andrew Garfield
Teresa Palmer
Luke Bracey
Hugo Weaving
Sam Worthington
Vince Vaughn
Rachel Griffiths
Pełny opis
8,65

Średnia ocena

Przełęcz ocalonych

Dramat Wojenny Biograficzny 139 minut

Schyłek drugiej wojny światowej. Armia amerykańska toczy ciężkie walki z Japończykami o każdy skrawek lądu na Pacyfiku.

Pełny opis

Strategicz­nym celem jest wyspa Okinawa, której zdobycie może oznaczać osta­teczną klęskę Japonii. Wśród setek tysięcy amerykańskich żołnierzy trafia tu Desmond T. Doss, sanitariusz, który ze względu na wyznawa­ną religię odmówił noszenia broni. Traktowany z nieufnością, oskar­żany o tchórzostwo, wkrótce udowodni jak bardzo się wobec niego mylono. Podczas najcięższych starć, wielokrotnie ryzykując życiem, wydostaje z ognia walki ponad 70 rannych żołnierzy. Tak rodzi się le­genda bohatera, którego jedyną bronią jest wiara, nadzieja i miłość…

Ukryj opis

Przepraszamy, nie mamy nic do pokazania na ten dzień

Przepraszamy, nie mamy nic do pokazania na ten dzień

Pokaż wszystkie seanse
440

Głosów

8,65

Średnia ocena

Oceń film

play
Recenzja redakcji
„Przełęcz ocalonych”: Wiara czyni cuda

Dodany przez: Piotr Olczyk

Andrew Garfield bezbronny w piekle Pacyfiku.

„Wiara czyni cuda!”, zdaje się krzyczeć gniewny filmowy kaznodzieja Mel Gibson. Ale spokojnie, w „Przełęczy ocalonych” boskich interwencji jest jak na lekarstwo – więcej tu hartu ducha i pochwały ludzkiej zawziętości.

Mel Gibson nareszcie wrócił na stołek reżyserski. Musiało minąć dziesięć długich lat, by autor „Apocalypto” mógł pokazać światu swoje nowe dzieło. Nie mam zamiaru rozprawiać na temat skandalicznego zachowania Australijczyka i hollywoodzkiego ostracyzmu – nie zwykłem oceniać kogoś, kogo dobrze nie znam. Najważniejsze, że „Szalony Mel” usunął się w cień i ustąpił miejsca nagradzanemu twórcy „Braveheart – Waleczne serce”.

„Przełęcz ocalonych” oparta jest na prawdziwej historii Desmonda Dossa, amerykańskiego żołnierza nagrodzonego Medalem Honoru mimo tego, że z pobudek religijnych odmówił noszenia broni. Jako sanitariusz podczas działań na Pacyfiku w pojedynkę ocalił życie kilkudziesięciu kolegów z kompanii. Trzykrotnie ranny finalnie został zwolniony ze służby wojskowej z powodów zdrowotnych. Ta nieprawdopodobna historia wreszcie trafiła na ekran. W roli głównej Andrew Garfield, którego chłopięcy wdzięk idealnie pasuje do pozornie naiwnej postaci Dossa wierzącego, że wiara w Boga ocali go od wrogich kul. Pozornie, bowiem Desmond jest po prostu w swoich przekonaniach uparty i nic nie sprawi, by wyzbył się niechęci do trzymania broni. Najlepiej widać to podczas obrazków z koszarów. Chłopak raz za razem nadstawia drugi policzek, za nic ma drwiny i złośliwości. Świetnie kontrastuje to z późniejszymi  scenami batalistycznymi. Nieugiętość Dossa podbudowana żarliwą wiarą sprawia, że sanitariusz wznosi się ponad ludzką wytrzymałość i z uporem (religijnego?) maniaka ratuje rannych po obu stronach barykady. Czy to Pan Bóg osobiście sterował Desmondem, czy facet, by rzec po żołniersku, po prostu miał jaja? Interpretację pozostawiam każdemu widzowi z osobna. Mel Gibson na szczęście nie poszedł drogą batalistycznej szkółki niedzielnej.

Wciąż jest to jednak droga batalistyczna i trzeba zaznaczyć, że reżyser nie szczędzi widzowi wojennego koszmaru. Twórca „Pasji” i tym razem nie pozostawia niczego wyobraźni prezentując na ekranie słynną Bitwę o Okinawę w całej krwawej okazałości. Oglądamy pękające głowy, rozerwane ciała, rozwleczone trzewia i nie rozumiemy, co takiego ważnego jest w tym kawałku czarnej ziemi. Mel Gibson nie skupia się na polityce, co także ma swoje wady – Japończycy są tutaj tylko wściekłą masą armatniego mięsa. Mimo wszystko reżyser stara się także ograniczać do minimum patos. Nie ujrzymy tu zwolnionych ujęć amerykańskiej flagi łopoczącej na wietrze. Nie będzie jej wypatrywał także Desmond Doss zawzięcie zajęty szukaniem w morzu zwłok nadziei na uratowanie jeszcze jednego żołnierza. I jeszcze jednego. I jeszcze. I jeszcze.

„Przełęcz ocalonych” nie jest moralitetem, choć nie zbliża się także do naturalistycznej „Furii”. To wciąż hollywoodzkie widowisko wojenne, acz z chrześcijańskim przesłaniem w tle. I tak samo jak wiernie pokazano tu wojenną przemoc, tak bezkompromisowo przedstawiono wiarę Desmonda Dossa. Inspirujące, klasyczne kino z przesłaniem i rozmachem? Witaj w domu, Mel!

Karabin mimo wszystko wolałby ze sobą zabrać
Piotr Olczyk

Komentarze

Dodaj swój komentarz do Przełęcz ocalonych

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.