Zamknij
Moje córki krowy
Premiera
8 sty 2016
Czas trwania
88 minut
Produkcja
Polska, 2015
Reżyseria
Kinga Dębska
Obsada
Agata Kulesza
Gabriela Muskała
Marian Dziedziel
Marcin Dorociński
Łukasz Simlat
Małgorzata Niemirska
Jeremi Protas
Pełny opis
6,83

Średnia ocena

Moje córki krowy

Komedia Dramat Od lat: 15 88 minut

Wzruszająca i zabawna historia dwóch sióstr, które postawione w trudnej sytuacji życiowej zmuszone są współdziałać, mimo wzajemnej niechęci. W rolach głównych zobaczymy Agatę Kuleszę (serial „Krew z krwi”, „Ida”, „Róża”, „Sala samobójców”), Gabrielę ...

Pełny opis

Wzruszająca i zabawna historia dwóch sióstr, które postawione w trudnej sytuacji życiowej zmuszone są współdziałać, mimo wzajemnej niechęci. W rolach głównych zobaczymy Agatę Kuleszę (serial „Krew z krwi”, „Ida”, „Róża”, „Sala samobójców”), Gabrielę Muskałę („Krew z krwi 2”, „Wymyk”, „Chce się żyć”, „Być jak Kazimierz Deyna”) i Mariana Dziędziela („Pod Mocnym Aniołem”, „Pani z przedszkola”). Partnerują im Marcin Dorociński („Obława”, „Jack Strong”), Małgorzata Niemirska („Zbliżenia”, „Czterej pancerni i pies”) oraz Łukasz Simlat („Pani z przedszkola”, „Wymyk”). „Moje córki krowy” wzbudziły zachwyt krytyków i aplauz publiczności 40. Festiwalu Filmowego w Gdyni, która przez ponad pięć minut po premierze oklaskiwała film na stojąco. Przełożyło się to na cenne trofea – Nagrodę Dziennikarzy, Nagrodę Sieci Kin Studyjnych i Lokalnych. A także szczególnie ważną dla każdego reżysera Nagrodę Publiczności.

Marta (Kulesza) odniosła sukces w życiu, jest znaną aktorką, gwiazdą popularnych seriali. Pomimo sławy i pieniędzy, wciąż nie może ułożyć sobie życia. Samotnie wychowała dorosłą już córkę (w tej roli debiutująca Maria Dębska). W przeciwieństwie do swojej silnej i dominującej starszej siostry, Kasia (Muskała) jest wrażliwa i ma skłonność do egzaltacji. Pracuje jako nauczycielka, jej małżeństwo jest dalekie od ideału. Mąż Kasi (Marcin Dorociński) to życiowy nieudacznik, który bezskutecznie poszukuje pracy. Siostry nie przepadają za sobą, ale nagła choroba matki (Niemirska) zmusza je do wspólnego działania. Muszą zaopiekować się ukochanym, ale despotycznym ojcem (Dziędziel). Marta i Kasia stopniowo zbliżają się do siebie i odzyskują utracony kontakt, co wywołuje szereg tragikomicznych sytuacji.

„Moje córki krowy” to ciepła, pozbawiona fałszu i tanich wzruszeń opowieść o relacjach rodzinnych. Prawdziwa, jak samo życie – czasem smutna, czasem wesoła. „Moim marzeniem jest takie skonstruowanie filmu, żeby widz na zmianę śmiał się i płakał, ale żeby wyszedł z kina zbudowany, a nie podłamany.” – Kinga Dębska, reżyserka. I to się udało.

 

Ukryj opis

Przepraszamy, nie mamy nic do pokazania na ten dzień

Przepraszamy, nie mamy nic do pokazania na ten dzień

Pokaż wszystkie seanse
265

Głosów

6,83

Średnia ocena

Oceń film

Mkarta logo Uczniu, Studencie!
Z M!Kartą za bilet płacisz tylko 14,90 zł

Zamknij

Z M!Kartą uczniowie i studenci z ważną legitką płacą jedynie 14,90 zł!

  • Od poniedziałku do czwartku bilety za 14,90 zł przy dowolnej metodzie płatności
  • Z BLIKIEM posiadacze M!Karty kupują bilety online w tygodniu i przez cały weekend za 14,90 zł.
  • Zestaw Oscar (średni popcorn i napój) masz za 14,90 zł przez cały tydzień

Dodaj M!Kartę podczas kupowania biletów online.
M!Karta kosztuje 14,90 zł i jest to opłata jednorazowa na cały rok.

play
Multimedia dla Moje córki krowy
Recenzja redakcji
„Moje córki krowy”: Zwykli ludzie

Dodany przez: Radek Tomasik

Poruszający komediodramat rodzinny. Wzrusza bez ckliwych i sentymentalnych odlotów. Bawi bez żenujących żartów i wymuszonych gagów. Po prostu mądre, głębokie i kapitalnie zagrane kino, któremu w subtelny sposób udaje się dotknąć istoty życia.

To praktycznie zasada, że filmami, którym udaje się o życiu mówić najwięcej, są te, które blisko ocierają się o tematykę śmierci. Nie inaczej jest tutaj i nie jest to żadne spoilerowanie, ponieważ zawiązanie akcji następuje w pierwszych sekwencjach filmu. Wyczuwalna bliskość i niejaka „opcjonalność” śmierci bliskiej osoby stanowi dla bohaterów sprawdzian ich prawdziwych uczuć, związków rodzinnych i dojrzałości, a dla akcji filmu – jej katalizator.


Mamy tu rodzinny trójkąt – ojca i dwie córki, które na skutek poważnej choroby matki muszą zrewidować swoje podejście do życia i siebie samych. Marta, grana przez Agatę Kuleszę, to celebrytka po przejściach, z psychoterapią włącznie. Kasia (Gabriela Muskała) – rozhisteryzowana nauczycielka niewylewająca za kołnierz. Do tego dochodzą jeszcze mąż nieudacznik (Dorociński), mające własne problemy dorastające dzieci i praca, która – jak to w podobnych sytuacjach bywa  – nic nie robi sobie z tego, że życie wali nam się na głowę. No i ojciec (Dziędziel), który – jak powie Marta – jest mężczyzną ich życia, i o którego względy czterdziestoletnie córki nieustannie rywalizują.


Dębska opowiada w kapitalny sposób. Zresztą nagrody dziennikarzy i publiczności na festiwalu w Gdyni są tego wystarczającą rękojmią. Widać w tym filmie nie tylko znakomity warsztat, ale też pomysły i lekkość – mamy poczucie, że reżyserka trzyma życie za pysk, zna je od podszewki, nie gra po prostu fałszywych nut. Trudno się zresztą dziwić: jako doświadczona reżyserka seriali, które co tydzień ogląda pół Polski, wie jak mało kto, że życie jest nowelą, raz przyjazną a raz wrogą. Nie mówię tego z ironią. Mimo, że wydawać się może, że niektóre żarty już gdzieś słyszeliśmy, w dalszym ciągu śmieszą. Mimo że rodzinne dramaty nie są jakimiś historiami nie z tej ziemi – zaciskamy palce na oparciu fotela.  


To również zasługa aktorów. Kulesza – jak zwykle zresztą – jest klasą samą w sobie. Pewnego rodzaju odkryciem jest Gabriela Muskała – powszechnie uznana artystka, ale w jakiś niezrozumiały sposób omijają ją ważne role, na które z pewnością zasługuje. Partnerują im mężczyźni – udający silnych, ale w gruncie rzeczy to faceci, którymi cały czas trzeba się opiekować. Marian Dziędziel, typowa głowa rodziny, architekt na emeryturze, gra tu pierwsze skrzypce, ale przecież nie można powiedzieć, że nie dorównuje mu na drugim planie groteskowy Marcin Dorociński, świetny Jeremi Protas czy pokazujący klasę w chyba każdym filmie Łukasz Simlat. Osobnym wątkiem jest rola Małgorzaty Niemirskiej – matki i żony, od której choroby wszystko się zaczyna, ale tutaj nie mogę powiedzieć więcej. Powoli zresztą przyzwyczajamy się w Polsce do aktorstwa, które w coraz większej liczbie filmów jest naprawdę wysokiej próby. I nawet jeśli w jakichś produkcjach doświadczamy mielizn scenariuszowych czy reżyserskich wpadek, to aktorzy niejednokrotnie potrafią umiejętnie je zatuszować. Na szczęście tu nie ma takiej potrzeby – wszystko jest w filmie Kingi Dębskiej na właściwym miejscu.


Być może to, co w "Moich córkach" najbardziej porusza i pozwala zarazem najbardziej się z jego bohaterami identyfikować, to fakt, że to w gruncie rzeczy zwykli ludzie. I jak w pamiętnym reżyserskim debiucie Roberta Redforda („Ordinary people”), muszą po prostu na swój własny sposób, jak zresztą kiedyś każdy z nas, zmierzyć się z ostatecznością. Są w gruncie rzeczy głęboko się kochającą rodziną, jednak wewnętrznie poróżnioną narastającą przez lata frustracją, rywalizacją, niespełnieniem. I hipokryzją. Wrzuceni w bardziej wymagająca sytuację muszą zrzucić maski, zbliżyć się do siebie lub zupełnie zerwać związki. Dębska na szczęście niczego definitywnie nie rozstrzyga. Bo wie, i mówi to nam otwarcie, że niczego nie można wiedzieć raz na zawsze.

 

Komentarze

Dodaj swój komentarz do Moje córki krowy

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.