Zamknij
Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy
Premiera
18 gru 2015
Czas trwania
136 minut
Produkcja
USA, Wielka Brytania, 2015
Reżyseria
J.J. Abrams
Obsada
Harrison Ford
Carrie Fisher
Mark Hamill
Anthony Daniels
Daisy Ridley
John Boyega
Oscar Isaac
Pełny opis
8,75

Średnia ocena

POLECA

Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy

Przygodowy Science-Fiction Od lat: 10 136 minut

Gwiezdne wojny w reżyserii George’a Lucasa trafiły na ekrany 25 maja 1977 roku. Choć film początkowo wyświetlano tylko w 32 amerykańskich kinach, szybko pobił rekordy frekwencji, przeszedł do klasyki i całkowicie odmienił oblicze kinematografii. Kluc...

Pełny opis

Gwiezdne wojny w reżyserii George’a Lucasa trafiły na ekrany 25 maja 1977 roku. Choć film początkowo wyświetlano tylko w 32 amerykańskich kinach, szybko pobił rekordy frekwencji, przeszedł do klasyki i całkowicie odmienił oblicze kinematografii. Kluczem do tego niezwykłego sukcesu była formuła „space opery”, łączącej elementy baśni, westernu i fantasy z niezwykłymi efektami specjalnymi, czerpiącej z mitologii i kultur całego świata.

George Lucas, wizjoner, scenarzysta i reżyser Gwiezdnych wojen, stworzył wypełnione tajemniczą Mocą gwiezdne uniwersum, którego trzonem jest sześć pełnometrażowych filmów. Już w grudniu 2015 roku filmowy świat Gwiezdnych wojen powiększy się o kolejną opowieść: „Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy” – jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów ostatnich lat.

Ukryj opis

Przepraszamy, nie mamy nic do pokazania na ten dzień

Przepraszamy, nie mamy nic do pokazania na ten dzień

Pokaż wszystkie seanse
2400

Głosów

8,75

Średnia ocena

Oceń film

play
Recenzja redakcji
"Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy": Nowy porządek

Dodany przez: Piotr Olczyk

Gwiezdna Saga powraca! "Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy" to wyśmienity początek nowego rozdziału serii.

Czy czujecie tę Moc? We mnie zawsze była silna. Wychowałem się na oryginalnej trylogii George'a Lucasa. "Nowa nadzieja", "Imperium kontratakuje" i "Powrót Jedi" praktycznie nie opuszczały magnetowidu. Chłonąłem ten świat i wydarzenia rozgrywające się dawno, dawno temu w odległej galaktyce. Zdarte taśmy VHS wkrótce zamieniłem na płyty DVD. W międzyczasie Lucas zaprezentował nam nową trylogię. Prequele były w porządku. Przyzwoita rozrywka, ale tylko tyle. To nie była ta Moc. Lata mijały, miecze świetlne w głowie zgasły, a Sokół Millenium trafił do zakurzonego hangaru myśli. Aż tu nagle pojawił się J.J. Abrams i wywrócił wszystko do góry nogami. Nowa trylogia? Czy to w ogóle ma szansę się udać? Czy jest jeszcze nadzieja na udaną kontynuację gwiezdnej przygody? Czy Wy też poczuliście przebudzenie Mocy?

Zaczyna się seans i zaczynają się ciarki. Znajome błękitne litery na czarnym tle. Potem wielkie logo "Star Wars". Kultowa muzyka Johna Williamsa. Podniosła, emocjonująca. Złote zdania odlatują w przestrzeń kosmiczną. Czytam i nie mogę się nadziwić. Źle się dzieje w odległej galaktyce. Imperium odrodzone pod szkarłatnym sztandarem Pierwszego Porządku postanawia kontynuować dzieło Imperatora i Dartha Vadera. Więcej nie zdradzę, ale wierzcie mi - nie jest dobrze. "Przebudzenie Mocy" rozgrywa się 30 lat po "Powrocie Jedi", ale J.J. Abrams w mistrzowski sposób przenosi nas w to samo uniwersum. Całymi garściami czerpie z oryginalnej trylogii. Nawiązań jest bez liku, także w kwestiach fabularnych. Wspaniale jest znowu widzieć na ekranie Harrisona Forda jako Hana Solo. Dojrzalszego, ale wciaż cwaniaczkowatego szmuglera, który - jak sam powtarza - potrafi wyłgać się z każdej sytuacji. Świetnie wypadają nowi bohaterowie. Postacie z krwi i kości, którym daleko do wyciosanych z drewna stereotypów. Pilot Poe ujmuje nas od razu optymizmem, serdecznością i niewymuszonym humorem. Szturmowiec Finn to nieco zagubiony twardziel o gołębim sercu i ciętym języku. Nikczemny Kylo Ren jest tragicznym łotrem o rozdartym sercu. I wreszcie Rey, niepozorna zbieraczka złomu tłumiąca swój ogromny potencjał. Zaprzyjaźniłem się z tą pozornie niedopasowaną bandą i nie mogę doczekać się ich kolejnych przygód.

"Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy" to oczywiście także zachwycające wizualnie kadry, rewelacyjne efekty specjalne, strzały z blasterów, bzyczenie mieczy świetlnych i dużo, dużo wspaniałej gwiezdnej przygody. W 1977 roku George Lucas przedstawił światu nowy pomysł na dobre komercyjne kino. Wykreował żyjący świat zasiedlony przez najróżniejsze razy. Pokazał konflikt złego Imperium z dobrymi Rebeliantami. Wychował całe pokolenia chłonące jego wizję kosmicznej łotrzykowskiej przygody. Teraz dziedzictwo jest w rękach J.J. Abramsa. Reżyser stojący za sukcesem serialu "Lost: Zagubieni" i najnowszych filmów serii "Star Trek" bez dwóch zdań spełnił pokładane w nim nadzieje. Nie uwiodła go ciemna strona efektów komputerowych. Wiele rzeczy na ekranie, w tym fenomenalny robot BB-8 i cała masa dziwnych stworzeń, to w pełni namacalne i działające rekwizyty. Abrams, protegowany Stevena Spielberga i prywatnie wielki fan "Gwiezdnych wojen" rozumie widza, zna jego potrzeby i wierzy w kino tworzone z serca, a nie tylko z potrzeby napełnienia portfela. To właściwy człowiek na właściwym miejscu. Konsekwentny twórca, dzięki któremu wszyscy starsi i młodsi wielbiciele kina mogą znowu cieszyć się historiami z odległej galaktyki.

To jak, czujecie tę Moc? Ja czuję i już szykuję się na kolejny seans. Gwiezdna gorączka trwa na dobre i rozpala umysły milionów fanów na całym świecie. Oczekiwania były ogromne, przebijały sufit i mknęły w hiperprzestrzeń. "Mam złe przeczucia", pada w pewnym momencie z ekranu. Niepotrzebnie. "Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy" to wspaniały początek nowej kosmicznej przygody!

w kokpicie X-Winga do TIE Fighterów z laserów grzał
Piotr Olczyk

Komentarze

Dodaj swój komentarz do Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.