Zamknij
Boże Ciało
PREMIERA
Boże Ciało
Premiera
11 paź 2019
Czas trwania
115 minut
Produkcja
Polska, 2019
Reżyseria
Jan Komasa
Obsada
Bartosz Bielenia
Aleksandra Konieczna
Barbara Kurzaj
Leszek Lichota
Pełny opis
7,67

Średnia ocena

Boże Ciało

Obyczajowy Od lat: 15 115 minut

„Boże Ciało” to inspirowana prawdziwymi zdarzeniami historia chłopaka, który po wyjściu z zakładu poprawczego postanawia udawać księdza. W jego rolę brawurowo wciela się uznawany za jedno z największych odkryć aktorskich ostatnich lat – Bartosz Bielenia.

Pełny opis

 „Boże Ciało” to historia 20-letniego Daniela, który w trakcie pobytu w poprawczaku przechodzi duchową przemianę i skrycie marzy, żeby zostać księdzem. Po kilku latach odsiadki chłopak zostaje warunkowo zwolniony, a następnie skierowany do pracy w zakładzie stolarskim. Zamiast się tam udać, Daniel kieruje się do miejscowego kościoła, gdzie zaprzyjaźnia się z proboszczem. Kiedy, pod nieobecność duchownego, niespodziewanie nadarza się okazja, chłopak wykorzystuje ją i udając księdza zaczyna pełnić posługę kapłańską w miasteczku.

Od początku jego metody ewangelizacji budzą kontrowersje wśród mieszkańców, szczególnie w oczach surowej kościelnej Lidii. Z czasem jednak nauki i charyzma fałszywego księdza zaczynają poruszać ludzi pogrążonych w tragedii, która wstrząsnęła lokalną społecznością kilka miesięcy wcześniej. Tymczasem w miasteczku pojawia się dawny kolega Daniela z poprawczaka, a córka kościelnej, Marta, coraz mocniej zaczyna kwestionować duchowość młodego księdza. Wszystko to sprawia, że chłopakowi grunt zaczyna palić się pod nogami. Rozdarty pomiędzy sacrum i profanum bohater znajduje w swoim życiu nowy, ważny cel. Postanawia go zrealizować, nawet jeśli jego tajemnica miałaby wyjść na jaw...

Ukryj opis

Przepraszamy, nie mamy nic do pokazania na ten dzień

Przepraszamy, nie mamy nic do pokazania na ten dzień

Pokaż wszystkie seanse
Najbliższe seanse na - wybierz seans poniżej:
Zobacz wszystkie seanse
150

Głosów

7,67

Średnia ocena

Oceń film

play
Multimedia dla Boże Ciało
Recenzja redakcji
Piotr Olczyk
„Boże Ciało” [RECENZJA]

Dodany przez: Piotr Olczyk

Wszyscy jesteśmy Chrystusami?

Trzeci film Jana Komasy to dzieło twórcy spełnionego i gotowego głosić słowo filmowe ku zachwytom wiernych widzów.

Daniel właśnie wyszedł z poprawczaka, ale zrządzeniem losu zamiast do lokalnego tartaku, trafił do miejscowej parafii. A że w plecaku miał sutannę i koloratkę, a w sobie odkrytą niedawno duchowość, to przyjęcie posady księdza przyszło mu bez trudu. Doświadczenie? Żadne. Powołanie? Dzikie i nieokrzesane. Ta pierwotna chęć niesienia wiary zaprowadzi Daniela w bardzo wiele ciekawych miejsc, choć zamiast tak lubianej przez kino „drogi do odkupienia”, spodziewać się tutaj można raczej „drogi do spełnienia”. Okazuje się, że bycie kapłanem to coś więcej, niż cotygodniowe kazania i udzielanie ostatniego namaszczenia. I wcale nie mam na myśli codziennym trudów piastowania posady boskiego pośrednika.

Do Jana Komasy przylgnęła łatka „twórcy kontrowersyjnego”, choć według mnie jest to dość niesłuszne miano. Reżyser wyróżnia się nie tyle kontrowersją, ile odważnym podejściem do podejmowanych przez siebie tematów. W „Sali samobójców” pokazał problem szkolnego nękania skłaniającego do ucieczki w wirtualny świat. Swoim bohaterem uczynił bogatego, rozwydrzonego, ale i nad wyraz wrażliwego nastolatka, który w swoim konflikcie ze światem nie ma szans na zwycięstwo. W podobne tony uderzał w superprodukcji „Miasto 44”, w której cały pierwszy plan zasilają ludzie podążający za wzniosła ideą, jednocześnie coraz głębiej wkraczający w mrok wojennej pożogi. Komasa ponownie sięgnął po śmiałe środki. Efektem tego w filmie traktującym o Powstaniu Warszawskim znalazło się miejsce na sekwencję rodem z komputerowych strzelanek, na śmigające w zwolnionym tempie kule układające się w kształt serca, a nawet na scenę okraszoną muzyką dubstepową. Ja to kupiłem, ale wiem, że „Miasto 44” ma tyle samo zwolenników, co przeciwników. Tych drugich z pewnością ucieszy fakt, że „Boże Ciało” jest filmem wyjątkowo – jak na Komasę – zachowawczym. Przynajmniej pod względem technicznym. 

Najnowszy film Komasy nie korzysta z dobrodziejstw magii komputerowych efektów specjalnych ani nie szokuje decyzjami montażowymi. To kameralna, świetnie napisana opowieść o szukaniu wiary w najmniej prawdopodobnych miejscach. Nie dla rodziców, nie dla babci, nawet nie dla Boga, ale dla samego siebie. Daniel jest wyrzutkiem, rozrabiaką lubiącym coś chlapnąć i przyjarać, ale jednocześnie okazuje się być bardzo dobrym duchownym, który dla odmiany słucha swoich parafian i autentycznie pragnie ukoić ich złamane serca. Lokalna społeczność jest zdruzgotana przerażającym wypadkiem, który odebrał życie siedmiu osobom. Lokalna społeczność jest także przerażająco podzielona, plująca na bliźniego swego, a jednak łasa na rozgrzeszenie. Nie tędy droga, mówi Daniel i, niczym w dobrym westernie, takim z Clintem Eastwoodem z początku lat 70., jako samozwańczy ksiądz-szeryf postanawia zrobić porządek. Wiele stacji przed nim, wiele upadków, bo choć dusza miasteczka aż wyje z bólu, to droga do zbawienia jest wyjątkowo wyboista. Nasuwa się jednak też pytanie – czy Daniel, zawieszony między sacrum i profanum, będzie w stanie całkowicie odciąć się od swojej przeszłości?

„Boże Ciało” to przykład nie tylko świetnego scenariusza - autorem tego dojrzałego, przemyślanego tekstu jest zaledwie dwudziestosiedmioletni Mateusz Pacewicz! - ale także bardzo dobrze dobranej obsady. Błyszczy oczywiście odtwórca głównej roli, czyli Bartosz Bielenia. Aktor zręcznie korzysta nie tylko ze swojego talentu, ale także charakterystycznej urody. Ciekawa aparycja dodaje mu cech „człowieka znikąd”. Na pierwszy rzut oka widać, że żaden z niego ksiądz – jednakże koloratka potrafi czynić cuda. Drugi plan uzupełniany jest przez bardzo dobrze rozpisane postacie. Leszek Lichota występuje w roli typowego biznesmena z prowincji, stojącego ponad wszystkimi, a gdy przychodzi co do czego, to klękającego w błocie razem z maluczkimi. Łukasz Ziętek, nieco wbrew swojemu emploi, gra przebojowego bad boya. Świetną, utkaną z subtelnych nici rolę zalicza tu także Aleksandra Konieczna – gosposia księdza, od początku nieufna, ale bogobojna. Nie sposób także nie wspomnieć o Elizie Rycembel wcielającej się w… Elizę, przyjaciółkę i pośredniczkę Daniela oraz jedną z niewielu naprawdę prawych osób w miasteczku. Gdyby to był prawdziwy western, to postać Rycembel z pewnością byłaby kurtyzaną o złotym sercu.

Jan Komasa udowodnił, że potrafi opowiedzieć fascynującą historię także bez tak często zarzucanego mu „efekciarstwa”. „Boże Ciało” wydaje się być idealnie skrojone pod zagraniczne rynki. Nagroda na festiwalu w Wenecji jest tego doskonałym przykładem. To film uniwersalny, pozbawiony natrętnej martyrologii, w żadnym wypadku nie antykościelny. Ani nie obraża, ani nie wychwala pod niebiosa. Podobnie jak Daniel pojawił się znikąd w małym miasteczku, tak „Boże Ciało” po prostu nam się trafiło. I ujrzeli widzowie, że to bardzo dobre. Ta produkcja umacnia wiarę w to, że polskie kino ma się świetnie.

Ocena:

9,5/10

Nigdy nie był ministrantem
Piotr Olczyk

Komentarze

Dodaj swój komentarz do Boże Ciało

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Babe

Babe

13.10.2019, 23:46:41

Film poruszający, o wartościach, którymi powinien kierować się każdy człowiek, ale wielu o nich zapomina lub nie chce ich znać. Zdecydowanie wart dziesięciu nagród, które otrzymał na festiwalu w Gdyni. Po wyjściu z kina nie można o nim tak od razu zapomnieć.Polecam. Moja ocena: 10/10

Dariusz

Dariusz

13.10.2019, 01:12:17

Poszedłem na "Boże ciało" bez uprzedzeń. Wręcz przeciwnie - z wielką nadzieją na obejrzenie czegoś naprawdę wartościowego, co skłania do głębszej refleksji bez względu na wyznawany światopogląd. Nie interesują mnie wszakże filmy propagandowe takie jak "Kler", ani tzw. "kościółkowe" w rodzaju "Bóg nie umarł". I cóż, spotkało mnie rozczarowanie większe niż mógłbym przypuszczać. Scenariusz jednowymiarowy, bez choćby najmniejszej próby zniuansowania historii. Toporne aktorstwo z wyjątkiem głównego bohatera i Wardejna w roli proboszcza-alkoholika. Stężenie wulgaryzmów wprost niewyobrażalne. Ale nie to wszystko jest nie do zniesienia. Nie do zniesienia jest liczba błędów i wykreowanych bzdurnie sytuacji, które nie mogły się wydarzyć jeśli przyjmiemy, że nie jest to opowieść science fiction. W tej sytuacji, podana na początku informacja o tym, że film został zainspirowany przez prawdziwe wydarzenia wydaje się być - ujmując to najbardziej eufemistycznie jak można - żartem z widza. Posłużę się tylko jednym przykładem, który o tym świadczy, a który całkowicie demaskuje ignorancję scenarzysty i dowodzi, że w kościele nigdy nie był (czy może był, ale wyłącznie w roli turysty). Ksiądz-przebieraniec dowiaduje się, że nazajutrz ma odprawić mszę. Całą noc spędza więc na przeglądaniu książeczki do nabożeństwa (chyba, bo tego możemy się jedynie domyślać). Rano staje przy ołtarzu, aby spełnić posługę kapłańską i co? I nic, nie wie jak znaleźć cokolwiek w mszale przeznaczonym do liturgii. Każdy, kto chociaż raz widział mszał wie, że teksty tam napisane są rozproszone na wielu stronach i trzeba umieć je odnaleźć. Przebieraniec oczywiście tego nie potrafi, zatem nie może odprawić mszy. Co robi więc nasz ksiądz, który podobno istniał w rzeczywistości? Ano wygłasza brednie w rodzaju: "nie przyszedłem tu, by wygłaszać formułki, a Bóg jest wszędzie, nawet poza kościołem i można się do niego modlić". Idę o każdy zakład, że w tym momencie pierwsi zgromadzeni na mszy wierni wyciągnęliby komórki z zamiarem skontaktowania się z policją, albo co najmniej z innym księdzem. Oczywiście w filmie takiej reakcji nie ma, bo podobno oparty jest na faktach. Mamy więc kupę śmiechu, a pierwsi widzowie zastanawiają się, czy wyjść z kina już, czy jeszcze trochę się pośmiać. Potem jest tylko gorzej. Przykre, że polscy twórcy są tak niekompetentni. Najgorsze jest jednak to, że "Boże ciało" jest polskim kandydatem do Oscara. Świat znowu dowie się o Polsce pijanej, ciemnej, zacofanej, prymitywnej, wulgarnej, pseudokatolickiej, zakłamanej, brudnej, śmierdzącej i tylko o takiej. A panowie Komasa i Pacewicz otworzą kolejnego szampana i przystąpią do liczenia kasy.

Fanka

Fanka

12.10.2019, 18:09:34

Dziś byłam na filmie „Boże ciało”, dla wielu starych katolików ten film może być odebrany jako prowokacja i atak na kościół. Lecz nie ten film ma głębsze przesłanie, ja sama po tym filmie mam większą odwagę pójścia do spowiedzi. Nie robiłam tego bo błądziłam i wielokrotnie upadałam. Ten film idealnie odzwierciedla ludzi kurzy nie są idealni ale w głębi serca pragną naprawić swoje winy, lecz ludzie do około nie pozwalają na to.

Sebastian

Sebastian

12.10.2019, 01:29:00

Film ciekawy, nie będziecie się nudzić. Choć nie lubię kiedy pokazuje się chrześcijaństwo i wiernych w takim negatywnym świetle . Czy film jest oparty na faktach? nie wiem. Zwróciłem uwagę na bohatera grającego główną role Daniela, jest bardzo charakterystyczny z oczami jak dwa pociski rakietowe, pasujący do tej roli jak ulał i we filmie, szybko uczący się być księdzem. Doskonała gra młodego aktora. Czasami sytuacje są komiczne, ale jest to dramat psychologiczny. Warto obejrzeć. Moja ocena 8/10