Close
play
film title here

DO PREMIERY ZOSTAŁO:

dni : godz. : min. : sec.

Przepraszamy, nie mamy nic do pokazania na ten dzień

Przepraszamy, nie mamy nic do pokazania na ten dzień

Pokaż wszystkie seanse
Ant-Man i Osa
Premiera
3 sie 2018
Czas trwania
117 minut
Produkcja
USA, Wielka Brytania, 2018
Reżyseria
Peyton Reed
Obsada
Paul Rudd
Evangeline Lilly
Michael Douglas
Hannah John-Kamen
Michael Peña
Pełny opis

Ant-Man i Osa

Akcja Familijny Science-Fiction Od lat: 12 117 minut

Po wydarzeniach przedstawionych w filmie „Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów” Scott Lang aka Ant-Man boryka się z konsekwencjami swoich życiowych wyborów tak w roli superbohatera, jak i ojca.

Pełny opis

Kiedy stara się pogodzić życie rodzinne z obowiązkami Ant-Mana, Hope van Dyne i dr Hank Pym powierzają mu kolejną pilną misję. Scott musi ponownie założyć kostium Ant-Mana i nauczyć się walczyć u boku Osy, aby wspólnie odkryć sekrety z przeszłości.

Ukryj opis

Przepraszamy, nie mamy nic do pokazania na ten dzień

Przepraszamy, nie mamy nic do pokazania na ten dzień

Pokaż wszystkie seanse
410

Głosów

8,37

Średnia ocena

Oceń film

Mkarta logo Uczniu, Studencie!
Z M!Kartą za bilet płacisz tylko 14,90 zł

Zamknij

Z M!Kartą uczniowie i studenci z ważną legitką płacą jedynie 14,90 zł!

  • Od poniedziałku do czwartku bilety za 14,90 zł przy dowolnej metodzie płatności
  • Z BLIKIEM posiadacze M!Karty kupują bilety online w tygodniu i przez cały weekend za 14,90 zł.
  • Zestaw Oscar (średni popcorn i napój) masz za 14,90 zł przez cały tydzień

Dodaj M!Kartę podczas kupowania biletów online.
M!Karta kosztuje 14,90 zł i jest to opłata jednorazowa na cały rok.

Multimedia dla Ant-Man i Osa
Recenzja redakcji
„Ant-Man i Osa” [RECENZJA]

Dodany przez: Piotr Olczyk

Mrówczej roboty nigdy dość.

Ant-Man powraca do Kinowego Uniwersum Marvela w mikrohistorii o makrosprawach. Na chwilę przed pstryknięciem Thanosa bohaterski Scott Lang i reszta udowadniają, że supermoce są fajne, ale to rodzina jest najważniejsza.

Biedny ten Ant-Man. Przez lata nikt nie traktował go poważnie. Na kartach komiksu Hank Pym był postacią tragiczną, superbohaterem, który potrafi porządnie przyłożyć nie tylko przestępcy, ale i własnej żonie. Jednocześnie przeżywał szalone przygody: latał na mrówkach, walczył pośród traw wysokich jak sekwoje i swobodnie skakał między skalami mikro i makro powiększając się do rozmiarów King-Konga. Pomieszanie z poplątaniem. Inni herosi po kolei dostawali własne filmy, tymczasem Ant-Man wciąż tkwił w kinowym limbo czekając na swoją kolej. 

Gdy w końcu nadeszła jego chwila, to i tak nie obeszło się bez problemów. Edgar Wright, twórca między innymi takich hitów, jak „Baby Driver” i „Wysyp żywych trupów”, przez osiem lat współpracował z Marvelem przy produkcji „Ant-Mana”, by finalnie zrezygnować z posady reżysera na chwilę przed rozpoczęciem zdjęć. Na szczęście cały ten ambaras skończył się dobrze – całość dokończył Peyton Reed, a widzowie otrzymali komediowy film akcji, którego umiarkowany rozmach dobrze współgrał z niewielkim herosem. Minęło kilka lat. Kinowe Uniwersum Marvela osiągnęło punkt kulminacyjny, Thanos jednym pstryknięciem pozbawił życia połowę wszechświata, tymczasem Ant-Man dostał sequel i dalej robi swoje. 

Jeśli „Ant-Man” był szalonym kinem włamu, to „Ant-Man i Osa” jest ni mniej, ni więcej tylko zwariowaną rodzinną komedią pomyłek. Po ogromnej skali traumatycznego widowiska „Avengers: wojna bez granic” powrót do mniejszej, zamkniętej historii działa niemalże katartycznie. Scott Lang (Paul Rudd) nie jest już Ant-Manem. Siedzi w areszcie domowym, bawi się ze swoją córką Cassie i odlicza dni do końca odsiadki. Oryginalny Ant-Man, czyli Hank Pym (Michael Douglas) wraz z córką Hope (Evangeline Lilly) ukrywają się przed władzami. Zbiegowie łączą siły z byłym sojusznikiem, gdy pojawia się szansa na uwolnienie Janet Van Dyne – żony Hanka i matki Hope – z wymiaru kwantowego, w którym utknęła niemal 30 lat temu. Tymczasem naszym bohaterom po piętach drepczą gangsterzy, FBI oraz tajemnicza zamaskowana postać…

Zaintrygowani? Historia wydaje się aż za prosta w porównaniu z „Czarną Panterą” czy przede wszystkim „Avengers: wojna bez granic”, ale ta mikroskala pasuje idealnie do mikrobohatera. Wspomniałem już o tym, że „Ant-Man i Osa” przypomina nieco komedię pomyłek i jak na dłoni widać to chociażby po tym, w jaki sposób prowadzi się tutaj fabułę i jak traktuje się antagonistów. Bohaterowie niemal przez cały film gonią za kolejnymi Bardzo Ważnymi Przedmiotami, ale tak naprawdę tę produkcję napędzają świetne dialogi, dynamika między postaciami i kolejne zwroty fabularne przechylające szalę to w jedną, to w drugą stronę. A czarne charaktery? Bez zdradzania tajemnic filmu powiem tyle, że Marvel nareszcie odpuścił wytarty schemat „główny zły jest odbiciem głównego bohatera”. Zamiast kolejnego Killmongera, Stane’a, Malekitha i Yellowjacketa rolę schwarzcharakteru pełnią tu przede wszystkim… niesprzyjające zrządzenia losu. No dobra, jest też Walton Goggins w roli baaardzo groźnego gangstera, ale Walton to Walton. Jego obecność tylko potwierdza regułę, acz oczywiście nie wyjaśnię dlaczego. Tego dowiecie się już w kinie. 

Pierwszy „Ant-Man” udał się mimo bardzo niesprzyjających warunków podczas produkcji i scenariusza przepisywanego wciąż na nowo. „Ant-Man i Osa” to dzieło zaplanowane od początku do końca i przemyślane jako samodzielny produkt – rzecz niemal niespotykana w dzisiejszych filmach Marvela. Z jednej strony sprawia to, że próżno szukać w nowych przygodach Scotta Langa gościnnych występów Avengersów. Ale z drugiej oznacza wolność twórczą i zabawną, lekką historię pozbawioną ciężaru ponurej „Wojny bez granic”. Tutaj liczą się przede wszystkim radosna gra z konwencją i… rodzina. Hank, Hope i Janet, Scott i Cassie oraz inni nie ratują świata, tylko swoich najbliższych i gotowi są zrobić dla nich wszystko. W takiej perspektywie kosmiczne problemy, nordyckie bóstwa i zielone potwory choć na chwilę schodzą na dalszy plan. 

„Większy” wcale nie oznacza „lepszy”. „Ant-Man i Osa” to prosta historia opowiedziana w skali mikro, ale emocji i humoru tutaj nie brakuje. Może i jest to pobocze Kinowego Uniwersum Marvela, ale przygody Scotta, Hope i reszty bawią tak samo, jak perypetie Tony’ego Starka i Stephena Strange’a. Możemy być pewni, że Ant-Man i Osa powrócą.

Chyba.

Ocena 7/10

Recenzję napisał pracowity jak mrówka
Piotr Olczyk
Komentarze

Dodaj swój komentarz do Ant-Man i Osa

Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.

komentarze|0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.