Informacja o plikach cookies.

Nasza strona korzysta z cookies i pochodnych technologii m.in. w celach statystycznych, reklamowych, badawczych oraz w celu dostosowania jej zawartości do indywidualnych potrzeb użytkowników. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Możesz w każdym czasie dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.

„Iron Sky”: Naziści z Księżyca

Film fińskiego reżysera Timo Vuorensoli kosztował 7,5 miliona euro, z czego ok. milion uzbierali fani.

Już sama historia powstania fińsko-niemiecko-australijskiej koprodukcji, abstrahując od jej poziomu artystycznego, jest szalenie interesująca. Otóż, po raz pierwszy na taką skalę w procesie tworzenia obrazu wzięli udział zwykli śmiertelnicy. Każdy, kto miał na to ochotę mógł się podzielić z twórcami - poprzez m.in. portal Facebook i stronę internetową filmu - swoimi pomysłami. A także dołożyć się do budżetu produkcji lub ją zareklamować. Internauci chcący zainwestować własne środki w „Iron Sky” wpłacali minimum tysiąc euro, aż do momentu uzbierania łącznej kwoty 900 tysięcy euro.

Ktoś powie, że ta gigantyczna burza mózgów do niczego ciekawego nie mogła doprowadzić. Wspólne dzieło tak wielu osób musi być przecież pozbawione znamion indywidualizmu i charakteru. Nie oszukujmy się jednak, fani mieli zapewne tylko powierzchowny wkład w powstawanie scenariusza. Pod uwagę zostały wzięte co najwyżej ich sugestie dotyczące imion bohaterów, czy pomysły na wygląd kosmicznej bazy. Widać natomiast, że twórcy od początku do końca realizowali spójną i przemyślaną wizję.

Nie zmienia to jednak faktu, że po przeczytaniu synopsisu, wciąż można mieć obawy co do jakości tego przedsięwzięcia. Planujący inwazję na Ziemię, ocaleli z II wojny światowej naziści mający swoją siedzibę na Księżycu, to na szczęście tylko pierwsza warstwa filmu. Za nią kryje się zaś prawdziwe przesłanie obrazu, szydzące z głupoty amerykańskich władz (USA rządzi kobieta łudząco podobna do Sarah Palin, która skłonna jest wywołać wojnę, by ponownie wygrać wybory) oraz międzynarodowej polityki mocarstw, która opiera się na ukrywaniu niewygodnej prawdy. W „Iron Sky” nie brakuje też inteligentnych odniesień do historii oraz zabawnych nawiązań do klasyki filmu. Gorąco polecam.

„Iron Sky”, reż. Timo Vuorensola, wyst. Julia Dietze, Götz Otto, Christopher Kirby, Peta Sergeant, Stephanie Paul, Udo Kier

Jerzy Wasowski

Dodaj swój komentarz:

Komentarze:

  • Obersturmban… 1 rok temu

    jestem po seansie. muszę przyznać że film pozytywnie mnie zaskoczył. jak na tak mały budżet film jest bardzo dobrze zrealizowany. W porównaniu do amerykańskich komedii to bije je na głowę. niektóre gagi może są na siłę ale ogólnie film ma bardzo trafne przesłanie. na pewno nie jest to wyjazd integracyjny :) 7/10

Cannes 2013: Na świeczniku

Jeśli to pożegnanie Soderbergha z kinem, reżyser nie mógł wybrać lepszego miejsca.

Cannes 2013: Bracia Coen oblegani

Aby dostać się na film braci Coen, trzeba było stanąć w kolejce półtorej godziny wcześniej.

Cannes 2013: Powrót do przeszłości

Film twórcy oscarowego „Rozstania” to główny pretendent do zdobycia Złotej Palmy.

Cannes 2013: „Wielki Gatsby” na otwarcie

Film Baza Luhrmanna wyświetlono poza konkursem głównym 66. edycji festiwalu.

„Hipnotyzer”: Hipnotyzuje zagadkowością

Film Lasse Hallströma, reżysera „Co gryzie Gilberta Grape’a” i „Wbrew regułom”.